sobota, 22 września 2018

Dla pewności.


Pozorny porządek dający
złudzenie spokoju.
Wytarty blat w kuchni i
pozmywane naczynia.

Jedynie otwarta szuflada
ze sztućcami zakłóca
pozorne wrażenie normalności.

Brakuje w niej noża ze
złoconą rękojeścią tak
przez nią lubianego.

Łopocząca firanka w
otwartym oknie przyjmuje
barwy migających syren.
A po co jej nóż?

Pewnie zabrała go dla pewności.
Pewnie zabrała go dla pewności.

niedziela, 2 września 2018

Rehab



To miejsce na planie Warszawy
jest wszystkim dobrze znane,
szary prostokąt z widokiem
na powązkowski cmentarz.
Bardzo przyjemny widok
ukazujący wolność i przyszłość.

W wieczornych porach
po korytarzach plątają się
siostry w bieli z uśmiechem
rozdające tabletki na sen
i kojące łzy.

W dolnych pokładach
piekła słychać wrzaski
cierpiących pacjentów
spalanych od środka pragnieniem.
Tabletka daje moc,
niewidzenia tej udręki.

Wczoraj w nocy widziałem
dostawę udręczonych dusz.
Jedną nieśli na noszach,
druga była ciągnięta
bosymi stopami po ziemi.
Połączy ich ból o poranku.

Jest tu też sala
gdzie lądują anioły,
które upadły.
Obecnie ma numer siedem.
Jedyna oaza spokoju
w której wciąż rosną kwiaty.

piątek, 31 sierpnia 2018

w ciszy i milczeniu


w ciszy i milczeniu
jedynie złączeni spojrzeniem.
gdy w naszych oczach błękit morza
złączył się z zielenią traw.

gdzie białe fale bijące o
już spróchniałe już belki
starego pomostu, a sztormowy
wiatr z morską bryzą rozwiewał
Twe złote włosy odkrywając
anielska twarz.

stać tak wpatrzony mógłbym
i tysiąc lat, czekając aż morska
sól zamieni nas w żywy pomnik
miłości.

lecz gdy krew wzburzona namiętnością
płynie szybciej niż górski potok w
wiosennej porze, gdy serce me bije
mocniej od dzwonu kościelnego
na rynku w Krakowie.

jak że stać mogę i czekać, pragnę teraz
skraść Cię bogom. by nie odejść sam
a swych uczuć nie zamknąć w dwóch łzach
i jednym słowie- tęsknię.

Życie



wpuszczana do krwi
jak do rzeki ścieki
płynie żyłami zatruwając rozum
lecisz razem z nią
zwiedzając siebie
przechodzi cię dreszcz gdy leżysz przy bramie
już wiesz jak to jest ,

zabraknie jej
twe ciało rozerwane
łaknie tej miłości
bo to jest mu dane
śmierć widzi w oczach
swej ukochanej
posmakuj jej miłości
ulecz w niej ranę

niedziela, 12 sierpnia 2018

Kamienica




przegniłe mury
spróchniałe belki
żółta tablica
z napisem
GROZI ZAWALENIEM

niby nieożywiona
a martwa
historia odchodzi
w zapomnienie

kwadrat ścian
beton śmietnik
trzepak błękitna
kapliczka ozdobiona
kwiatami SANTA
MADONNA ANNO
DOMINI 43

niemy świadek
pewnych historii
tam, zza tych
zamkniętych drzwi

wtorek, 24 lipca 2018

SALA NUMER TRZY


leżę sala numer trzy
codziennie widzę białe drzwi
codziennie jedzie biała śmierć
przykryta prześcieradłem
ja też jestem coraz bielszy
odwiedzają mnie białe anioły
lecz to nie jest niebo

STOJĄC


Stojąc pośród fal
uderzających o skalne klify
czując chłód
pragnę poczuć ciepło Twej duszy.

Stojąc na krańcu świata
gdzie czuję dotyk śmierci
pragnę być przy Tobie
i poczuć dotyk Twych dłoni.

Idąc bez celu
po cmentarnych alejach
gdy nie czuję smaku życia
pragnę stanąć przed Tobą
i poczuć smak Twych ust.

WIDZIAŁEM CIĘ WE MGLE


Widziałem Cię we mgle,
stałaś na wzgórzu, wśród umarłych drzew
dłoń twa wzbudziła życie,
powróciły ptaki, urosły kwiaty,
drzewa stały się zielone.
Zakwitły maki,
przyszły dzieci i bawiły się,
tak spokojnie, zaszło słońce
i nastała noc.

A wszystko było dla siebie dobre,
ludzie się kochali,
tylko miłości w moim sercu nie było.
Przyszłaś we śnie i tchnęłaś
gorąc w moje serce.

Dałaś mi kobietę którą kochałem,
dałaś ludziom zioła,
dałaś ludziom miłość.
Dałaś a potem odeszłaś.

Budząc się zobaczyłem
obraz ze snu.
Wszechobecną miłość,
pokój i dzieci bawiące się,
w blasku słońca na trawie.

niedziela, 22 lipca 2018

NOC-GDY ROZUM ŚPI BUDZĄ SIĘ DEMONY


Śnieży,


czarno-białe kropki
latające po
ekranie telewizora.

Zakończenie programu.

Leży w łóżku w
erotycznej pozie,
śpi tak spokojnie.

Nic nie wie.

Noc, słychać tylko
szum ulicy,
niedobitków miejscowych
knajp, wracających
pląsawicznym krokiem
do żon.

Insomnia, demon
zjadający ciało i
mózg, czuję
te zęby w
mej głowie.

CZERWIEŃ I ZIELEŃ


Zjednoczenie czerwieni z zielenią
mnie przytłacza.

Słyszę krzyk,
idę za nim.
Wychylam się.

Widzę uciekającą z krzykiem
odzianą w łachmany staruszkę.
Goni ją rozwścieczony,
przeżarty nienawiścią tłum.

Zanim pomyślałem co się dzieje,
po staruszce została tylko,
została tylko czerwona krew
rozlana na zielonej trawie.

Zjednoczenie czerwieni i zieleni mnie przytłacza.

E.


Kiedy coś mówisz
nie odwracaj twarzy,
chcę patrzeć w Twoje oczy,
chcę je widzieć.

Pragnę się w nich przeglądać,
pragnę dotykać Twoje ciało,
pragnę czuć twój zapach.

W snach widzę Cię
jak biegasz boso,
boso po szkle
wszędzie jest krew,
krew, Twoja krew.

Inni się patrzą,
patrzą i nic nie robią.

Budzę się i wiem
że to sen,
sen zły sen,
znaczący sen.

Ból, tego tam nie było
nie czułaś nic,
mnie nie czułaś.

Nadal pragnę, pragnę
Cię kochać,
patrzeć w Twoje oczy,
patrzeć jak się śmiejesz.

Pragnę zapomnieć o tym śnie.

sobota, 21 lipca 2018

ULOTNY RAJ


Wiosenny pył,
wciągany przez nos
sprawia, że nie wiesz
kim jesteś.

Król i Królowa
siedzą przy ścianie.
Wyciągają ręce
i prowadzą ze sobą.

Czujesz jak lecisz
teraz po niebie.
Widzisz też Boga,
wkuwa Ci igłę.

Chwila bólu i zachwiania,
zakończona wizytą w raju.

Król i Królowa
idą aleją zbierają kwiaty
i szerzą miłość.


Bóg Cię oszukał,
raj nie trwa wiecznie,
siedzisz w pokoju
ból łamie Ci kości.

Król i Królowa
chodzą po domach
pukają do drzwi
i zbierają dusze.

ROZWAŻANIA



Zawsze chciałem rozmawiać z kwiatami
one i tak nic nie słyszą
nie da się ich zranić.

Rozmowa z wróblem na parapecie.

Nowalijka kusząca z rana pięknym wyglądem.
Rozczarowuje smakiem tablicy Mendelejewa
przy popołudniowym obiedzie.

Istnieją miejsca gdzie
łatwiej złapać dżumę
niż znaleźć drogowskaz.

Rodzisz się tylko po to
by zgubić się i znaleźć
w innym miejscu.

Durowe dzieci
wzruszenie ludzir
podziw komisji.

niedziela, 15 lipca 2018

NOTKI O PIĘKNIE, MIŁOŚCI I ROZKŁADZIE.


Wyrwij serce kochanki,
coniedzielne grillowanie na działce.
Ach, ale ta miłość była słodka.

Palone mięso,
nic nie daje lepszego dymu.
Zaćmienie słońca,
jeźdźcy na czarnych koniach.

Czym jest dla Ciebie piękno?

Jeżeli kochasz tylko ciało,
to za kim tęsknisz po śmierci?

RADY


Bądź kim chcesz
mój synu,
ale słuchaj mądrzejszych.

Bądź sędzią sprawiedliwym
adwokatem niewinnych,
ale nie pomyl się.

Bądź kierowcą autokaru
zwiedzaj ciepłe kraje,
ale nie wpadnij w rów.

Bądź mężem
ojcem i dziadkiem,
ale nie pij wódki.

Bądź chirurgiem
ratuj ludzi,
ale nie bierz gdy Ci dają.

Bądź człowiekiem nieśmiertelnym
w ludzkich słowach,
ale tylko tych najlepszych.

sobota, 14 lipca 2018

ŻYWOT LITERATA POCZĄTKUJĄCEGO


Ciemna kuchnia
tapczan w kącie
jeden stół
i
podrapany blat.

Czyste kartki
z wiecznym piórem
spakowane.


Coś bym opisał
ale atramentu
brak.

BĄDŹ MI.




Bądź mi

Gwoździem do trumny

Bądź mi

Grobową deską

Bądź mi

Strzałą w plecach

Bądź mi

Kulą w skroni

Bądź mi

Cyjankiem w ustach

Bądź mi

Miłością do śmierci.

KSIĘŻYCOWY WALC


Zamknij oczy
w tę noc.
Nie patrz
na ludzi.

Zatańcz księżycowy
walc, niech to
będzie twój czas.
Przyćmisz blaski
świec, bądź światłem
w nocy.

Grzechem nie jest
miłość, lecz zazdrość
ludzi. Kocham twój
śmiech. Niech on
zbudzi dzień.

EGZYSTENCJALNY WRAK


Myśli krzątające
się w głowie
jak stara gospodyni
po kuchni w
przedświątecznym
zamieszaniu,
niepozwalające
zasnąć choć na
chwilę, niszczą umysł
i ciało.

Brak snu i
ciągłe rozmyślania
w sumie o niczym,
natłok obrazów,
dźwięków i skrawki
rozmów usłyszanych
gdzieś na peronie.

OBŁĘD!!!!!!!!!!!!!

Znajome twarze
lecz niekojarzone
z żadnym nazwiskiem.

Pytanie-Gdzie ją
spotkałem ?

Nurtuje mnie od
miesiąca.

Ach,muszę odpocząć.

Praca-dom,
dom-praca,
i moje ciężkie myśli.

Jak bym chciał
tak beztrosko
jak w dzieciństwie
wybiec w pole
i nie martwić się
dniem jutrzejszym.

Żyć bez nerwów,
wyścigów,kolejek
i duchoty w wagonie metra.

Człowiek sam siebie zaciągnął
na szafot. A pętla się zaciska.

Coraz ciaśniej i ciaśniej.

WŚRÓD NAJWIĘKSZYCH


Przez całe życie
gdy coś Ci jest
płaczą nad Tobą.

Gdy umrzesz
płaczą że coś
mogli zrobić.

Wystarczy jedno
słowo, jeden
gest dobrej woli,
a życie można
zmienić.

Ale…


Życie czym to jest?
Przy życiu wiecznym.

Między wyborem
stoimy a bez
wyborów żyć
chcemy.

Pomiędzy największymi
stać chcę
a stoję przy
umysłowej hołocie.

Płacz nad życiem

jest bez sensu
jeżeli wielcy
wzywają.

POETA


Pośród grzybu, hołoty,
kurw i dziwek.
To ja jestem jego dziedzicem.

Pośród zakonnic,
grubych klechów,
w kraju bez dziewic.
Pośród sromoty,
ognia i wojny.
Ja jestem jego dziedzicem.

Nietzscheański nadczłowiek
sczezł w bunkrze choć,
myślał że jest panem świata.

Jam jest Bogiem.
Jam jest i Szatanem.
Jam jest Panem Świata.
Moje imię jest Poeta.
Ja zawsze przeżyję.

Modlitwa(Upadek Okcydentu)


Tym co dom Twój,
w świątynię mamony zamienili.
Tym co ołtarz Twój,
straganem uczynili.
Tym co syn Twój,
kazał by precz szli.
Przebacz im Panie.



Tym co grzechom hołdują,
sodomskim i gomorskim.
Tym co mordują,
jak Herod dzieci.
Tym dla których,
świętość jest hańbą
a grzech postępem.
Przebacz im Panie.



Tym co zaślepieni,
kary księżyca nie widzą.
Tym co ofiarach przodków,
już nie pamiętają.
Przebacz im Panie.

MOJE MIASTO


W moim mieście ciągle tak samo

ciemne ulice bez latarni toną w błocie.

W bramie żul dobrze wszystkim znany

prosi o drobne na wino.


Ciągły strach by dachówki pamiętające

carskie defilady, nie spadły mi na głowę .

Jedynie Meduza na ścianie cudem zachowana

pamięta czasy świetności.



Ciągle piękne są tylko dziewczęta

tak przez wszystkich kochane.

Zawsze chętne by uciec

na piętrze,w chwilę zapomnienia.

sobota, 7 lipca 2018

NIESZCZĘSNY LOS PIJAKA ZAGUBIONEGO.



Piwo,wódka
whisky i gin.
Klin za klinem
i nie możesz
wejść w drzwi.


Chwiejnym krokiem
od latarni do latarni,
mijasz ludzi i myślisz.
-Ale oni są marni !

Dziś każdy rów
jest Twoim domem.
Musisz się położyć spać.
Czujesz krople na swym nosie,
tak niestety pada deszcz.

KUPALNOCKA



Cóż to za licho
mąci wody.
Któż to grasuje
w złotym życie.
Chabry niebieskie,
tak liczne wczoraj
zerwane wszystkie zostały.

Eh, znów te tańce
ogniska i skoki,
i panny wianki
kwieciste plotą.

Nie! Nie pozwalam.
Na zabobony i gusła,
to stare już obrzędy
nowa przyszła pora.

Młodzieńcy skaczą
panny tańcują,
skaczą do wody
beztrosko płoną ognie.
Ach ,głupie te młode
pogaszę im te ogniska.

Och, Widzą mnie !
Nic tu po mnie,
już idą.
Szybki krokiem doganiają,
biorą pod ręce i wiruję
w tańcu razem z nimi.

Panna całusa daje mi w locie,
druga i trzecia.
Odchodzą dawne troski,
zostaje błogość i żar.
wiem już na pewno
działa Kupalnocki czar.

piątek, 6 lipca 2018

MIEJSKI WĘDROWIEC



Chodzi ulicami
nie wadząc nikomu,
nie zadając pytań
i też o nic niepytany.


Jego puszki w torbie
dzwonią na wietrze,
unika wzroku ludzi
czując wstyd i żal.

Pamiętając dawne
czasy młodzieńcze,
spogląda czasem
w znajome okna.

Dziś już nikt
go nie rozpozna,
maska nierozerwalnie
złączyła się z twarzą.

Teraz nieść musi
swój krzyż,
z każdym łykiem
z każdym wyborem
coraz cięższy.

Padł.

Gdy wytrzeźwieje,
Wstanie.

Nie!

Chyba zaraz skona.

UPADEK



Z wyżyn mentalnych uniesień
spadając w kotliny depresji,
zgubiłem plecak z radością
i pakunek z ludzką miłością.

Brak mi sił wspiąć się w górę
wysechł już potok radości życia,
W szarości wśród omszałych skał
i umarłych drzew, poszukuję
Jaru Ukrycia.

WYŚCIG



Przez miliony gwiazd ulicy
po czarnych rzekach miasta,
mkną stalowe warczące klacze
o tysiącu barwach tęczy.

Ryczą przeraźliwie
buchają czarnym dymem,
pędzą przed siebie
w straceńczym wyścigu.

Ile z nich zostanie?
Która padnie w biegu?
Która się zatrzyma,
w tym szaleńczym pędzie?

AKT


Stąpając niepewnie
po wąskiej ścieżce,
nie znający celu
odkrywam dzieło stworzenia.

Ciekawy doznań tej namiętności
oddalam prędko dziecięcy strach.
Przemierzając nieśpiesznie
alabastrowe dzieło
boskiego cudu.


Przystopuję spoglądając
w błękitne zwierciadła
odnajdując w nich
swoje oblicze.

Czując nieposkromiony głód
spijam rozkoszny nektar
zbierany w kielichu miłości.
Kosztuję pięknych owoców
złożonych w dwóch wielkich misach.


Pobudzony wyczerpaniem
kilkukrotnie dochodząc
do już otwartych wrót.

W pięknej ekstazie
złączony z boskością
tworzę dzieło
ponad Fidiasza dłuta.

czwartek, 5 lipca 2018

JEŻELI TYLKO CHCESZ...


Jeżeli tylko chcesz
wyrzucę klucz
od pokoju.


Jeżeli tylko chcesz
zasłonię okna
by ukryć ten sekret.

W tajemnicy
przed światem
przy cienkich
strugach światła
pokażę Ci świat
znany tylko
z opowiadań.

Jeżeli tylko chcesz
pomogę Ci odlecieć
gdzie jeszcze nie był nikt.

Jeżeli tylko chcesz
nie bój się
i podaj mi rękę.

ZAPOMNIENIE



W kraju gdzieś
daleko stąd
gdzie królem
żywych jest trąd.

Gdzie życie jest
mniej warte niż
dwie kromki chleba
mam serce wydarte
i krwi mi potrzeba .

Na pustych alejach
walają się zwłoki
brak żywych dusz
a wciąż słyszę kroki.

Upadłe anioły
pukają do drzwi
jedyne czego chcą
to smak ludzkich trzewi .

Blask słońca na niebie,
widok od dawna nieznany
tęsknię za tobą strasznie
poranku już zapomniany.

MODLITWA



Z wyglądem anioła
przyćmiewa chóry
niebiańskie grające
na rajskich alejach.

A w Jej drobnym ciele
czai się straszny ból
powodujący ogromne
dreszcze i łzy.

Stwórco świata
Stwórco człowieka
przeklinam dzień
stworzenia cierpień.

Za niewinność
karzesz niewinnych
słabością obarczasz
dzieci Twe sprawiedliwe.

Ja staję tu
przed Tobą otwarcie
i duszę swą oddaję
za niewinną Tę duszę małą.

KRUCHOŚĆ ŻYCIA



Życie, szklanka krucha
strącona gwałtem ze stołu.

Życie, lusterko zbite
wypuszczone w strachu z rąk.

Życie, krótka bajka
w reżyserii śmierci.

Życie, gra aktorów
zranionych dniem narodzin.

Życie, ból głowy
zranionej rdzawym gwoździem.

Życie, strach przed samotnością
która nigdy się nie wypełni.

HOŁD



Tyle słów niewypowiedzianych
kłębi się w mojej głowie,
wierszy pochwalnych
dla Twej urody.

Dla twej twarzy
o anielskim blasku
składam hołd
i uwielbienie.

Włosy Twe w
kolorze złota
droższe mi niż
królewskie kruszce.

Za widok Twych oczu
smak Twych ust
dotyk Twych dłoni
oddał bym duszę
i całą wrażliwość.

Choć bym miał
stracić wszystko
co mam,za chwilę
z Tobą oddam to
bez wahania.

Obecność odrobiny
boskości zaklętej
w Twym ciele
nie ma ceny
a jednak skarb to największy.

POGARDA



pogardzam wami
hieny parszywe
mniej warte od
gówna z kloaki

pogardzam wami
bękarcie pomioty
stojący na szczycie
warcholstwa i obłudy

i wreszcie pogardzam
waszymi bandziochami
pełnymi pomyj
pitych z kryształów

zepsucie wasze
przyprawia o mdłości
staruszki i ich wnuczęta
gardzę wami i was żałuję
świnie bez godności

środa, 4 lipca 2018

BETON



Pośrodku stół
obok krzesła
wokół ściany
a w nich drzwi.

Za nimi korytarz
ze schodami
które okala
wiele okien.

Za oknami
sypiące się tynki
zamykające dziedziniec
w centrum trzepak
i tylko beton.

Prosto zbudowany świat.

INNA DZIEWCZYNA



Inna dziewczyna
choć ma twe oczy
ma inny głos
choć ma twe włosy
nie ma w nich światła.

Inna dziewczyna
piękne ma lico
a jej martwe wnętrze
wypełnione robakami
rozsiewa pomór.

Moja dziewczyno
pożarta przez
głód szczęścia
na śmietniku życia.

Moja dziewczyno
stawiam ci grób
z kartonów
po telewizorze.

TRZEPAK




Pośrodku każdego
kwadratu betonu
miejskiego osiedla
stoi trzepak.

Trzepak zimą,
narzędziem ojców
przed świętami
do walki
z dywanem.

Trzepak latem,
zabawą dziecięcą
małpim gajem
i drążkiem baletowym.

Trzepak jesienią,
społeczną świetlicą
panelem dyskusji
polityczno-sądowniczych.

Trzepak wiosną,
domem kultury
przeglądem talentów
teatralno-wokalnych.

Trzepak z rur zespawany,
centrum życia osiedlowego
bez wieku i stanu
pory roku ni pogody.

NIEWINNOŚĆ


Córki Twe matko
kwiaty na procesjach
dumnie sypiące
chlubą Twą niech będą.

Strzeż ich zaciekle
nie żałuj groszy
a mężowie ich z najlepszych
doktorów i mecenasów.

Co w domu waszym
w murach nich zostanie
by ulicznych plotkowań
bezwstydnych zaniechać.

Lud zwykł zawistny
pożerać nieznane.
Nóż w ludzkich słowach
oliwiony wiśniowym winem.

CZAS



Czas w butelce
korkiem zamknięty.
Straciłem ją
przed tygodniem.

Przed miesiącem
straciłem beczkę z czasem.
Nigdy tego
nie żałowałem.

Nie żałuję
żałości czasu.
Bom z czasem
nie jest związany.

Czas mym wrogiem
i zniewoleniem moim.
Uciekam przed nim co tydzień
choć tyle da się go stracić.

MOJA DROGA



W pierwszym oczu twych widoku,odnalazłem obraz raju.
Bez słów się zaogniłem, ich tu wcale nie było potrzeba.
Blask złotych włosów, bez niego mi żyć jak bez chleba.
Biel skóry Twego lica, jak marmury z dalekiego kraju.

Znikasz mi z oczu, niepokój sieje się w mej głowie.
Gdy znów się pojawisz, serce me mocniej zabiło.
Jak gdy szliśmy czasem ścieżką krętą i zawiłą.
I po drodze wsłuchiwałem się słowo po słowie.

O Kochana! Chcę tu Ci już wyznać jak stoję,
że spać nie mogę bo me myśli tylko o Tobie.
A być chcę obok Ciebie i życia się nie boję.

Ja na każde Twe słowo stanę bo muszę,
W blasku słońca czy w cieniu księżyca.
Bo już masz me serce, a ja oddaję duszę.

DO...



Hipnotyczne jej oczu spojrzenie
zmieniające ciało w kamień,
spotkało mnie mimo czarnych mamień
i zapadło mi głęboko jak drzew korzenie

W jej oczach zieleń lasów zaklęta
a włosom słońce blask nadaje,
przed nią kłania się żyto i klękają gaje
i strach przed nią czuje nawet wiedźma przeklęta.

Raz ujrzanej, ach nigdy nie zapomnę
bo wyrzucić Jej z głowy nie mogę,
i ciągle żywię nadzieje płonne.

Nadziei zabić nikt nie może
choćby chciały najgorsze zmory,
i przed jej śmiercią się nie ukorzę .

ŻYCIE W NIEŻYCIE


Wódka wymieszana z krwią
pompowana przez chore serce
stłuszczonymi rurami tętnic
w szybkim tempie zatruwa umysł.

Szaleństwo szaleństwu nierówne
choć każdego bardzo się boję
dziś dygoczę gdzieś w koncie
jutro walczę w delirycznym tonie.

Wódka bez której nie umiem już chodzić
myśleć ani żyć już w ogólności
bogini pogardy dla siebie i świata
zastępuje krew w mej tętnicy.

Choćbym jej pozbyć się chciał
nie potrafię tego uczynić
upuszczam więc ją z resztkami krwi
na podłodze w ciemnej piwnicy.

MARY


Pętla na szyi
drogą ku wolności,
wolności od nicości
życia co się chyli.

Kruki czarne
zasiadły dziś w górze
na każdym drzewie wysokim
przyglądając się okiem boskim
na ludzkie istoty marne.

Diabły i mary
senne władną światem
i ludzkość w przestrachu
pędzi do Fary.
Tak! Cieszą się one!
Władną ludzkiego strachu!

Strachy Cię zgubią
a biesy linę podają,
uwolnij się mówią.
Nie pędź do Fary.
Tam mamią Cię klechy
Bogiem co martwy
na krzyżu wisi.
Już żadnej z niego pociechy.

Życie się chwieje
jak stół pod nogami,
tylko chodź w ciemne knieje
i zostań z nami, marami.

Nie! Idź precz!
Wyrzucam diabła do kosza.
Nie oddam wam swego życia.
Idźcie precz!
Wyrzucam wa do kosza.
Nie lękam się waszego wycia.

Podstępne diabły
uspały rozum
a obudziły demony,
jeszcze kilka chwil
i byłbym skończony.

Odpędziłem złe
senne mary.
Na jak długo nie wiem.
Czas podziękować Bogu
na ołtarzu Fary.

POŻAR


Gdy zapłonie cesarstwo
i nadchodzi zmierzch.
I wzdłuż i wszerz,
i wzdłuż i wszerz.

I gdy gaśnie cesarstwo
i nastaje świt.
I w przód i w tył,
i w przód i w tył.

A gdy pora już wstać
otwierać oczy i iść.
Gdy już nie ma dokąd pójść,
gdy już nie ma po co wyjść.

Lepiej zostać wzniecić pożar
kiedy znów nadchodzi zmierzch.
I w tył i przód,
i wzdłuż i wszerz.

METAMORFOZY ANIOŁKA.


Są takie panie z twarzami
aniołka, co serca nasze
podstępem kradną i
życie nasze wokół nich
już się błąka.

Aniołek ten z czasem
różki pokaże, kopytkiem
tupnie, ogonkiem zamachnie.
Do pionu sprowadzi i tu czar
kochania gaśnie.

Jędza wyszła z tego aniołka,
dozorca,policjant i na domiar
złego jest wszechwiedząca.
Urwać się na chwilę i pędzić
przed siebie jak kozak po stepie.

A może czas wrócić?
Bo bez niej jest dobrze.
Lecz z nią było jednak
najlepiej.

WYRÓŻNIONE

Akademia Słowa w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Wołominie.

31 Marca miałem przyjemność uczestniczyć w Akademii Słowa organizowanej przez Miejską Bibliotekę Publiczną w Wołominie. Wydarzenie to było...